• 64-letni Wiesław rzucił się pod pociąg, bo zmarła jego partnerka Anna.

     

    W październiku pisaliśmy o tragedii, jaka wydarzyła się w Sędziejowicach. 29 października mieszkaniec Sędziejowic szedł w kierunku torów. Rzekomo miał powiedzieć, że idzie się zabić, bo nie żyje Anka. Te informacje zostały zbagatelizowane, bo każdy w Sędziejowicach wie, że para za kołnierz nie wylewała i być może było to tylko pijackie widzimisię.

    Niestety, Wiesław nie żartował. Rzucił się pod pędzący pociąg towarowy. Widok był okropny. Ucięte ręce i głowa. Na miejscu szybko pojawiły się odpowiednie służby. Od świadków dowiedzieli się, co mówił Wiesław.

    Straż pożarna udała się we wskazane przez nich miejsce. Na łóżku leżało ciało 46-letniej konkubiny. Kobieta musiała umrzeć maksymalnie kilka godzin wcześniej, ponieważ zwłoki nie zdążyły zesztywnieć. Pożarnicy przystąpili do reanimacji. Na nic to się zdało. Przybyły na miejsce lekarz stwierdził zgon. Nie wykluczył jednak udziału osób trzecich. Nie potrafił wskazać przyczyny zgonu. Musiała odbyć się sekcja zwłok.

    Mieszkańcy wskazywali, że może Wiesław zabił Annę i dlatego rzucił się pod pociąg. Była to tylko plotka. Wyniki sekcji zwłok wskazały, że kobieta umarła z powodu silnego zatrucia alkoholowego. Samobójstwo jej partnera to efekt miłości. Wiesław nie potrafiłby żyć bez Anny.

    Udostępnij