Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image

| April 5, 2020

Scroll to top

Top

No Comments

Sąd uznał go za winnego

Sąd uznał go za winnego

Pan Bartłomiej nie może pogodzić się z wyrokiem Sądu Rejonowego w Łasku. Cudem przeżył poważny wypadek. W początkowej fazie śledztwa uznano go za poszkodowanego. Sąd stwierdził jednak, że jest sprawcą. Kierowca nie czuje się jednak winny.

 

O wypadku pisaliśmy na łamach Mojego Łasku w lipcu 2017 roku. Komunikat policji brzmiał następująco: „34-letni mieszkaniec powiatu zduńskowolskiego, jadąc peugeotem od Pabianic w kierunku Łasku, wykonał nieprawidłowy manewr zawracania i uderzył w 23-letniego mieszkańca powiatu łaskiego, który poruszał się motocyklem marki Suzuki i wykonywał prawidłowy manewr wyprzedzania pojazdu. Doszło do zderzenia. Motocyklistę ze złamanymi żebrami, obojczykiem i miednicą śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego przetransportował do szpitala w Łodzi. Kierowca peugeota był trzeźwy”.

Taki przebieg wypadku potwierdza pan Bartłomiej. Na odcinku drogi pomiędzy Łaskiem a Kolumną rozpoczął manewr wyprzedzenia. Nagle dostawczy peugeot rozpoczął manewr zawracania.

– Kierowca złamał przepisy, bo mimo że środkiem drogi biegnie linia przerywana, to pobocze wyznaczone jest linią ciągłą. Nie ma możliwości, by kierowca tak dużego auta nie najechał na nią – opowiada pan Bartłomiej.

 

Motocykl uderzył w bok busa. Bartłomiej stracił przytomność, trafił do szpitala im. Mikołaja Kopernika, gdzie wprowadzono go w stan śpiączki farmakologicznej, w której spędził trzy dni. Odniósł poważne obrażenia. Miał złamane ręce, prawy obojczyk, kręgi szyjne, żebra, a także panewkę w miednicy oraz zmiażdżony nadgarstek prawej ręki. Niezbędny okazał się przeszczep do prawidłowego zrostu kości w ręce. W szpitalu spędził trzy tygodnie. Następnie czekała go rehabilitacja, która trwała półtora roku. Na leczenie wydał kilka tysięcy złotych.

– Początkowo sprawę umorzono ze względu na brak dowodów na wskazanie sprawcy. Jakie było moje zdziwienie, kiedy po umorzeniu zostałem wezwany na policję w charakterze podejrzanego o spowodowanie wypadku. Zadawano mi absurdalne pytania, czy w chwili wypadku miałem przy sobie dokumenty, a jakie ma to znaczenie? – dziwi się mężczyzna.

Przesłuchująca go funkcjonariuszka stwierdziła, że niemożliwe jest, by samochód o takich gabarytach nie wjechał na linię ciągłą. Notatka z przesłuchania trafiła dalej i… złożono wniosek o ukaranie sprawcy, czyli pana Bartłomieja. Wyrok sądu był skazujący.

Sąd oparł swój wyrok na zeznaniach świadków i opiniach biegłych. Częściowo dawał wiarę w relację pasażerów oraz kierowców innych pojazdów, a także kierowcy peugeota. Jedno jest pewne, nie ma spójności co do toru zawracania busa. Również biegły, wydając przedmiotową opinię, konsekwentnie podnosił, że z dowodów osobowych wynikają dwie wersje dotyczące sygnalizowania zamiaru skrętu w lewo, a zgromadzony w sprawie rzeczowy materiał dowodowy nie był wystarczający do zweryfikowania obu tych wersji i wykluczenia jednej z nich.

Sąd w wyroku zaznaczył, że w tej sytuacji dopuszczalne i prawidłowe było sformułowanie wniosków alternatywnych, dlatego sędzia oparł się o zeznania kierowcy busa, dotyczących zwalniania i sygnalizowania skrętu w lewo, które potwierdziło dwoje świadków oraz częściowo jeden.

Pana Bartłomieja uznano za winnego, ponieważ nieprawidłowo ocenił sytuację na jezdni i kontynuował wyprzedzanie. Sąd wyznaczył mu karę grzywny oraz zwrot kosztów procesowych. Kierowca motocykla nie zgadza się z nim. Uważa, że był widoczny, a kierowca peugeota nie miał prawa wyprzedzać, ponieważ wjechałby na linię ciągłą na poboczu. Tym bardziej że również biegli mieli wątpliwości, co do wersji tego zdarzenia, bo świadkowie mieli ich kilka.

 

Po wypadku życie pana Bartłomieja diametralnie się zmieniło. Nie może wykonywać pracy w swoim zawodzie, wydał dużo pieniędzy na częściowy powrót do sprawności.

– Kompletnie straciłem kondycję, jestem bezrobotny. Nie mogę się przemęczać i dźwigać. Prawdopodobnie czeka mnie operacja prawej ręki oraz wstawienie protezy nadgarstka. Zanim zdarzył się wypadek, planowałem z narzeczoną wynająć mieszkanie, chciałem zmienić pracę. Wszystko to przekreślił jeden moment. Nie mówię już o tym, że od początku musiałem uczyć się chodzić, ruszać rękoma, schudłem 10 kilo – mówi ze smutkiem kierowca.

 

Wyrok nie jest prawomocny. Bartłomiej chce się od niego odwoływać

Wstaw komentarz