• Agnieszka Sobczak: – Od ilu lat pracuje pani w zawodzie nauczyciela? Gdzie stawiała pierwsze kroki?

    Iwona Solecka (na zdjęciu): W zawodzie nauczyciela pracuję już ponad 20 lat. A wydaje mi się, że to było całkiem niedawno. Pierwsze kroki stawiałam w Przedszkolu numer 6 w Łasku. Pracowałam tam rok, na zastępstwie. Potem była Szkoła Podstawowa w Łopatkach, w której pracowałam przez 13 lat jako nauczyciel edukacji wczesnoszkolnej i języka polskiego.

     

    Od zawsze chciała pani być nauczycielką?

    Dokładnie tak. Na wybór mojej drogi zawodowej miały wpływ dwie moje nauczycielki ze szkoły podstawowej, wychowawczyni Krystyna Lach i Maria Suska. I tak ukończyłam Liceum Pedagogiczne i Studium Nauczycielskie w Wieluniu. Czasem się zastanawiam, czy wybrałabym inny zawód? Jakoś nie widzę się w innym miejscu niż szkoła.

     

    Obecnie pracuje pani w Zespole Szkół Ogólnokształcących w Kolumnie, szkole zasadniczo różniącej się od podstawówki w Łopatkach. Jak pani ocenia te różnice?

    Szkoła w Łopatkach będzie zawsze bliska mojemu sercu. Tam w zasadzie stawiałam pierwsze kroki w zawodzie nauczyciela, tam wszystkiego uczyłam się od moich starszych koleżanek. Każda z tych szkół ma swoje zalety. W małej szkółce w Łopatkach panowała rodzinna atmosfera. Każdy czuł się, jak „u Pana Boga za piecem”. Szkoła w Kolumnie z kolei daje większe możliwości samorozwoju, pracy z dziećmi, różnorodności metod i form pracy. W małej szkółce, w której klasy z czasem były łączone, nie można było zorganizować na przykład pracy w grupach, bo było zbyt mało dzieci. Obie szkoły mają swój urok.

     

    Jaki, pani zdaniem, powinien być nauczyciel, wychowawca w obecnej rzeczywistości?

    Powinien przede wszystkim sprawić, żeby dzieci radziły sobie w niej, potrafiły samodzielnie pracować. Powinien potrafić dostosować metody i formy pracy do grupy, bo każda z klas jest inna. To może zapewnić mu sukces pedagogiczny. Musi dobrze znać swoje dzieci i ich rodziny, aby wiedzieć, jak im pomóc i służyć wsparciem. Z każdym dzieckiem należy postępować indywidualnie. Tylko taka postawa może zagwarantować sukces. Należy utrzymywać stały kontakt z dzieckiem, często z nim rozmawiać. Może dlatego ja swoim wychowankom „matkuję”. Traktuję wszystkie klasowe dzieci, jakby były moje. Nauczyciel musi być autentyczny, sprawiedliwy, wyrozumiały, cierpliwy, konsekwentny i wymagający. Musi tak pracować z uczniami, aby czuli się dowartościowani, aby wierzyli w siebie, aby wiedzieli, że są tak samo ważnymi osobami jak nauczyciel. Dlatego powinni wspólnie z wychowawcą decydować o wycieczkach, uroczystościach, tematach zajęć. Współczesna rzeczywistość wymaga od nas dorosłych, jak i od dzieci umiejętności rozładowywania napięć, lęków, złych emocji, stresów. I właśnie tu jest ważna rola wychowawcy – nauczyciela. Dlatego staram się rozładowywać takie sytuacje żartem, uśmiechem.

     

    A jaki absolutnie nie powinien być nauczyciel?

    Nie może być nerwowy, przenosić kłopotów osobistych na dzieci i relacje w nimi. Nie powinien inaczej traktować dzieci ze względu na sytuację materialną i znajomości.  Nie powinien kogoś bardziej lubić lub mniej. Nie może być zarozumiały, niedostępny, złośliwy.

     

    Co pani najbardziej ceni w swoim zawodzie? Co daje najwięcej satysfakcji, radości?

    Najbardziej cenię kontakt z dziećmi i ich bliskimi. Najwięcej satysfakcji daje mi uśmiech dzieci, to, że chcą się uczyć, rozwijać, poznawać świat. Serce się raduje, kiedy słyszę, że dziecko nudziło się bez szkoły albo kiedy nie mogło się doczekać, kiedy skończy się weekend, bo w domu nie miało co robić. Cieszy mnie, gdy pokona jakąś trudność, zrozumie coś, co było dla niego niepojęte. Uwielbiam kontakt z dziećmi, rozmowy z nimi.

     

    Skąd pani czerpie pomysły na lekcje?

    Często pomysły wpadają same do głowy, kiedy na przykład sprzątam czy coś robię w domu. Zdarza się, że po ułożeniu konspektu lekcji zmieniam go parokrotnie, bo coś fajnego wymyśliłam. Z pomocą przychodzi mi też internet. Korzystam z pomysłów innych nauczycieli, często je modyfikuję do potrzeb swojej klasy. Sięgam też po fachową literaturę.

     

    Jakie czynniki wpływają na proces nauczenia i uczenia się dzieci i młodzieży?

    Wszystko „wchodzi szybciej do głowy”, jeśli na zajęciach pracuje się w przyjaznej, rodzinnej atmosferze. Dzieci widzą, że nauczyciel jest zaangażowany w to, co robi. Wtedy łatwiej, szybciej i chętniej pracują i uczą się. Na proces uczenia się i nauczania ma na pewno wpływ sam nauczyciel, jego osobowość, podejście do dzieci, ale także dom rodzinny, współpraca między nauczycielem i rodzicami, a także możliwości indywidualne samego dziecka, jego chęć do nauki. Nie można również zapominać o właściwie zorganizowanym procesie dydaktycznym i relacjach pomiędzy uczniami.

     

    Co poradzić rodzicom, którzy mają problem z motywacją dzieci do czytania?

    Przede wszystkim nie powinni siedzieć z dzieckiem przez długie godziny i czytać na siłę. Wystarczy 10, 15 minut codziennego, systematycznego czytania. Nie należy dziecka zastraszać, karać czy przekupywać kolejną nową zabawką. Dziecko powinno odczuwać przyjemność z czytania. Należy poszukać czegoś, czym dziecko się interesuje i podsuwać książki, na przykład o piłce, dinozaurach, idolach. Trzeba mówić: „Widzisz, jak nauczysz się lepiej czytać, to będziesz mógł przeczytać sam gazetę o piłkarzach czy samodzielnie włączysz sobie grę komputerową, przeczytasz instrukcję”. Kluczem do każdego sukcesu jest miłość i akceptacja dziecka.

     

    Jak rozmawiać z rodzicami, by chcieli słuchać, współpracować dla dobra dziecka? Jak rozmawiać z tak zwanym trudnym rodzicem?

    Myślę, że trzeba na początku nawiązać dobry kontakt z rodzicami, sprawić, żeby rozmawiali z nauczycielami o wszystkim. Wtedy łatwiej dotrzeć do samego dziecka. Trzeba być otwartym, życzliwym. Rodzic powinien wiedzieć, że w każdej chwili może przyjść i porozmawiać z wychowawcą, nie tylko na zebraniu czy konsultacji. Musimy rodziców traktować po partnersku, słuchać ich z uwagą, wtedy oni w ten sam sposób będą słuchali nas. Jeśli pojawią się jakieś sytuacje trudne, niejasne, należy je wyjaśnić spokojnie i dokładnie, do końca. Kiedy mamy do czynienia z rodzicem trudnym, musimy postępować stanowczo, ale spokojnie, nie dać się sprowokować, w bezpośredni sposób wyjaśnić sytuacje problemowe.

     

    Jakich rad udzieliłaby pani młodszym nauczycielom?

    Przede wszystkim trzeba lubić to, co się robi. Wtedy wszystko idzie z górki. Trzeba zaangażować się całym sercem w pracę z dziećmi. Nieraz trzeba odejść od tematu lekcji po to, żeby zaspokoić ciekawość dzieci na inny temat, który ich akurat zainteresował. Należy traktować dzieci po partnersku, do każdego podchodzić indywidualnie. I często się uśmiechać, być serdecznym, sprawiedliwym. Należy pokazać, że nauczyciel to też człowiek.

     

    Który z pani zawodowych sukcesów jest szczególnie ważny?

    Na myśl przychodzi mi teraz nasz ostatni sukces klasowy, czyli III miejsce w ogólnopolskim projekcie „Zdrowo jem – więcej wiem”. Jest to tym bardziej ważna nagroda, ponieważ w realizację projektu zaangażowani byli nie tylko moi uczniowie z klasy IIIc, ale również ich rodzice. Zadania wykonywaliśmy przez cały rok w etapie jesiennym, zimowym i wiosennym. Każde z zadań musiało być opisane, sfotografowane, zaprezentowane całej społeczności szkolnej. Rodzice również dzielnie pracowali na spotkaniach „Forum dla rodziców”.

     

    A wcześniejsze?

    Ważnym dla mnie sukcesem była również organizacja w Szkole Podstawowej w Łopatkach międzyszkolnych konkursów – recytatorskiego i ortograficznego. Tworzyłam je sama od podstaw. Przyjeżdżali do nas uczniowie i nauczyciele nie tylko z gminy Łask, ale również z gmin ościennych. Obecnie z moją młodszą koleżanką ze szkoły postanowiłyśmy od nowa powołać do życia konkurs recytatorski, który odbędzie się w naszej szkole pod koniec kwietnia. Za sukces uważam też to, że do tej pory mam kontakt ze swoimi byłymi wychowankami. Niektórzy z nich to ludzie dorośli. Kiedy się gdzieś spotkamy, nie możemy się nagadać. Ci, którzy uczą się nadal w mojej szkole, przychodzą do mojej klasy na „ploty”, porozmawiać o tym, co ich cieszy i co dręczy.

     

    Wygrała pani konkurs „Nauczyciel – Przyjaciel”. Spodziewała się pani zgłoszenia, a tym bardziej wygranej?

    Nie spodziewałam się zgłoszenia, a tym bardziej wygranej. Stawiałam na innego zwycięzcę. Muszę się przyznać, że nawet nie wiedziałam, że organizowany jest taki konkurs. O zgłoszeniu do konkursu dowiedziałam się na zebraniu z rodzicami. Na koniec zebrania oglądaliśmy memy z wyjazdu do Warszawy przygotowane przez jedną z mam. Rodzice poprosili mnie, abym odtworzyła jeszcze jeden z filmów. Był to film nagrany przez rodziców, w którym moje kochane dzieci opowiadały o mnie. Nie ukrywam, że łezki kręciły mi się w oczach. Następnie rodzice poinformowali mnie, że zostałam zgłoszona do plebiscytu. Byłam bardzo zaskoczona, ale było mi miło, że tak oceniają moją pracę i zaangażowanie. Szczerze powiedziawszy, nie mogłam wykrztusić z siebie zbyt wielu słów. Chciałabym oczywiście podziękować kochanym rodzicom za takie wyróżnienie i docenienie mojej pracy. Tak naprawdę bez ich pomocy i zaangażowania nie osiągnęłabym tego.

     

    Jak wygraną przyjęli pani uczniowie?

    O wygranej dowiedziałam się podczas klasowego spotkania wigilijnego „Rodzinne kolędowanie”. Poinformowali mnie o tym rodzice. Zarówno oni, jak i uczniowie byli bardzo zadowoleni. Wszyscy mi gratulowali, dzieciaki się przytulały i całowały. To bardzo wzruszające chwile dla mnie. O wygranej zostali poinformowani wszyscy uczniowie podczas apelu przez dyrektor Halinę Wawrzyniak-Lichą, a także rodzice z kl. 0-III podczas spotkania z panią dyrektor. Dziękuję przy tej okazji za tak duże brawa. Naprawdę byłam wzruszona.

     

    Jak ocenia pani obecną sytuację w oświacie jako nauczyciel, ale też jako rodzic ucznia szkoły podstawowej i uczennicy gimnazjum?

    Jest trudna. Szczerze powiedziawszy, zmiany mnie przerażają. Szczególnie likwidacja gimnazjum i wprowadzenie reformy bez przygotowania, na wariackich papierach. Nie ukrywam, że na początku nie byłam zwolenniczką gimnazjum, wolałam 8-klasową szkołę podstawową. Jednak gimnazja funkcjonują już tyle lat, a sama jako rodzic widzę, że są to dobrze funkcjonujące szkoły. Pochwalam natomiast przywrócenie obowiązku szkolnego od siódmego roku życia i wydłużenie nauki w liceum. Lata pracy pozwalają mi stwierdzić, że aby dziecko prawidłowo funkcjonowało w szkole, musi osiągnąć odpowiednią dojrzałość szkolną i emocjonalną.

     

    Co zmieniłaby pani w polskiej oświacie?

    Przede wszystkim zmieniłabym podstawę programową, która jest za bardzo przeładowana. Pozostawiałabym większą swobodę na uczenie dzieci tego, co przyda się im w przyszłym życiu, na uczenie rzeczy praktycznych. Nie pochwalam wkuwania na pamięć, bo i tak dzieci to zapominają. Staram się uczyć dzieci, jak zdobyć tę wiedzę w sposób prosty, jak zapamiętać mnożenie przez 9, zasady ortograficzne, liczby dni tygodnia. Najważniejsze jest to, żeby dzieci potrafiły to i zapamiętały.

     

    Co pani robi w wolnym czasie, jak się relaksuje?

    Tego wolnego czasu mam niewiele przy dwójce dzieci, które mają swoje pasje i zainteresowania. Ale po to jest rodzic, żeby wspierać swoje pociechy, pomagać im spełniać marzenia. Kiedy już mam wolną chwilę, uwielbiam siedzieć w ogrodzie, kosić trawę, przycinać rośliny. Bardzo lubię czas spędzony na świeżym powietrzu. Gram z synem w piłkę nożną, ręczną. Wieczorami włączam muzykę. Uwielbiam też czytać. Kiedy wciągnie mnie jakaś książka, potrafię czytać ją całą noc.

     

    O czym pani marzy?

    soleckaMarzenie dość przyziemne, ale marzę, by się porządnie wyspać. Moim hobby jest muzyka, trochę ciężka. W naszym domu jest dość głośno. Uwielbiam jej słuchać i jeździć na koncerty z nastoletnią córką. Jeszcze jest kilka zespołów, na których koncerty chciałabym pojechać. Marzy mi również się motor. Chciałabym też wypożyczyć campera i zwiedzić wspólnie z rodziną całą Europę.

     

     

    Niech więc spełnią się te marzenia, czego z całego serca pani życzymy.

    Udostępnij