• Wielokrotnie stykałem się z Panem Kazimierzem, lecz dopiero wysłuchanie jego opowieści o przeżyciach z okresu II wojny światowej uświadomiłem sobie, że był On człowiekiem niezwykłym, wzorem bohatera. Wspomnienia jego były niczym fascynujący scenariusz do filmu o losie Polaka zamieszkałego na Kresach. Niestety, Kazimierz Mackiewicz zmarł 7 grudnia 2013r., krótko po śmierci swojej żony. Został pochowany na łaskim cmentarzu. Był człowiekiem wierzącym, skromnym i kochającym rodzinę. Myślę, że swoją walką o niepodległość Polski zasługiwał na najwyższe odznaczenia wojskowe, lecz właśnie Jego skromność nie pozwalała, aby dobijać się o nie.

     

    Kazimierz Mackiewicz (1924-2013)

     

    Kazimierz Mackiewicz urodził się 4 marca 1924r. w Olszanicy, pow. Kosów Poleski, ok. 30 km od Brześcia nad Bugiem jako syn Michała i Albiny z Sakowiczów, w rodzinie osadników wojskowych. Ojciec był kawalerzystą (ułanem) i w 1920r. brał udział w bitwie warszawskiej podczas wojny polsko-bolszewickiej. Do szkoły powszechnej chodził w Sieradowie, większej wiosce znajdującej się również w pow. Kosów Poleski. Miasto powiatowe liczyło ok. 15 tysięcy mieszkańców. Do wybuchu II wojny światowej ukończył sześć klas szkoły powszechnej. Po agresji sowieckiej 17 września 1939r., gdy czołgi czerwonoarmistów stanęły w Iwacewiczach w obw. Brzeskim, razem z dwoma starszymi kolegami z miejscowej organizacji „Strzelca” zniszczyli butelkami z benzyną cztery z nich, a następnie uciekli w różne strony. Udało im się uniknąć aresztowania. Od początku po włączeniu tych terenów do ZSRR pogłębił się antagonizm Białorusinów do Polaków. Dochodziło w tym okresie do pogromów ludności polskiej – szczególnie dotyczyło to rodzin osadników wojskowych (pogromy te podsycało NKWD dla czystek etnicznych i usunięcie polskiej mniejszości – przypis R.W.). W tym okresie do ich domu przyszło trzech Białorusinów, aby dokonać egzekucji jego ojca. Nie udało im się to dzięki przebiegłości i przygotowaniu się rodziców do obrony mienia i życia. Ojciec zdawał sobie sprawę, że jeżeli nie zginie tych trzech napastników, to zginie on i być może jego rodzina. Powiedział więc do Białorusinów, aby pozwolili mu się pomodlić na różańcu. Matka zrozumiała, że musi wyciągnąć pistolet i to uczyniła. Rzuciła go ojcu, a ten zastrzelił najpierw dwóch napastników, a później trzeciego, który próbował uciekać oknem. Ojciec zdawał sobie sprawę, że może on sprowadzić inną bandę. Dla zatarcia śladów pochowano ich w stajni, gdzie było dość dużo obornika. 10 lutego 1940r. po godzinie czwartej nad ranem przy 40-stopniowym mrozie całą jego rodzinę deportowano do Kargowiny w obwodzie archangielskim, tj. obszar Syberii. Był to czas pierwszej wywózki Polaków na Syberię. Zabrać ze sobą można było niewiele. Wpakowano ich do wagonów bydlęcych, które następnie zamknięto i zaplombowano. Otwierano je rzadko. W wagonie razem z jego rodziną umieszczono co najmniej 17 innych rodzin. Podróż trwała około miesiąca. Po przybyciu na miejsce deportacji, gdy wyszedł z wagonu, wskutek silnego mrozu (ok. –45 st. C), puściła mu się nosem krew. Jednak po pewnym czasie zaaklimatyzował się. W sowieckim łagrze o głodzie i mrozie pracował przy wyrębie drzew i przemiennie przy spławie tzw. buksirów. Ta ostatnia praca polegała na wiązaniu drutami po 100 drzew w pęczek, a następnie około 500 takich pęczków wiązano razem i spławiano do Archangielska (z Kargowiny nad Dwiną wpadającą do Morza Białego do Archangielska jest około 250 km – przypis R.W.). Później drzewo trafiało na statki i było przewożone Morzem Białym do Anglii. Będąc na zsyłce, miał wiele różnorakich dramatycznych życiowych sytuacji. Nie rozstawał się z dłuższym nożem w formie finki, który służył mu do obrony. Dwukrotnie uratował mu on życie przy spotkaniach z białymi niedźwiedziami. Gdy dowiedział się o formowaniu armii Andersa, spróbował do niej się dostać. Do Archangielska z innymi Polakami z Kargowiny przez dwa tygodnie maszerował w śniegu po pas, jedząc głównie placki owsiane z kradzionego owsa z plewami przeznaczonego dla koni chorych na nosaciznę (dla ludzi choroba śmiertelna), jednak nie udało mu się dostać do polskiego wojska. Wstąpił więc wraz z innymi Polakami do polskiej 132. kompanii pomocniczej w armii sowieckiej. Jednostka została przewieziona z Archangielska pod Wołogdę koło jeziora Ładoga blisko przy terytorium Finlandii. Polacy z tej kompanii mieli uczestniczyć w wojnie z Finami (w II wojnie rosyjsko-fińskiej, która wybuchła pod koniec czerwca 1941r. Finlandia, będąc koalicjantem Niemiec, odebrała zagarnięte po napaści Sowietów ok. 1,5 roku wcześniej w tzw. „wojnie zimowej” tereny na południu kraju – przypis R.W.). Przedtem jednak polecono im złożyć przysięgę na wierność Związku Radzieckiego. Odmowa złożenia przysięgi przez Polaków spowodowała wywiezienie ich nad jezioro Ładoga i postawienie przed plutonem egzekucyjnym. W celu zastraszenia i dla dania możliwości zmiany decyzji egzekucja miała dokonywać się pojedynczo. Jednak gdy zamordowano pierwszego Polaka, a następnym miał być Władysław Rubin – późniejszy kardynał – pod wpływem zmiany rozkazu egzekucji zaprzestano. Przypuszczalnie zaprzestanie egzekucji spowodowane było zawarciem układu polsko-radzieckiego w Londynie 30 lipca 1941r. pomiędzy premierem Sikorskim i ambasadorem Majskim, który w protokole dodatkowym przewidywał amnestię dla więzionych Polaków (informacja o amnestii w ZSRR rozchodziła się z opóźnieniem. – przypis R.W.). Finowie to bohaterski i wojowniczy naród, który nie dał się zawojować Armii Czerwonej. W obronie żołnierze fińscy doskonale potrafili wykorzystać warunki terenowe i klimatyczne w walce z rosyjskimi czołgami, które zatrzymywał głęboki śnieg. Ukryci w śniegu ładunkami samozapalającymi niszczyli zakopane czołgi. Polaków nie uważali za wrogów i po wzięciu ich do niewoli – po rozpoznaniu – wypuszczali na wolność. Tak było także z Kazimierzem Mackiewiczem, który po zwolnieniu nie zaprzestał marzeń o wstąpieniu do polskiego wojska. 10 maja 1943r. dostał się do Siedlc nad Oką, gdzie gen. Berling formował 1. Dywizję Wojska Polskiego im. Tadeusza Kościuszki. W Wojsku Polskim był od 20 maja 1943r. jako strzelec (szeregowy) w 6. kompanii 2. batalionu 1. pułku piechoty. W lichych barakach i namiotach kwaterowało ok. 12.000 żołnierzy. Odwiedzała ich Wanda Wasilewska (przewodniczyła Związkowi Patriotów Polskich, który sprawował nadzór polityczny nad dywizją – przypis R.W.), którą oprowadzał gen. Berling. Uczestniczył w chrzcie bojowym dywizji mającym miejsce 12-13 października 1943r. podczas bitwy pod Lenino. Dywizja uderzała z obszaru bagnistej doliny, gdy Niemcy znajdowali się na wysokim brzegu. Większość z żołnierzy dostała tylko po 10 sztuk naboi, więc praktycznie nie było czym strzelać i trzeba było szturmować, walcząc wręcz na bagnety. Jako człowiek młody i wysportowany w tej bitwie miał na stanie rkm wyposażony w trzy dyski po 72 naboje. Taka ilość amunicji była również niewystarczająca, choć nieźle sobie radził do momentu, gdy został ranny w głowę. Odłamany czubek bagnetu żołnierza niemieckiego utkwił mu w głowie. Nie była to groźna rana i szybko się zagoiła, lecz od tego czasu często miał bóle głowy. Nie zdawał sobie sprawy, że powodem tego jest tkwiąca w głowie pamiątka spod Lenino. Dopiero w 1972r. podczas operacji w łódzkim szpitalu usunięto mu tą pozostałość. Polacy pod Lenino, udowadniając swoją waleczność, ponieśli olbrzymie straty. Podczas tej bitwy nie wspomagało ich lotnictwo rosyjskie. W powietrzu widać było tylko latające bardzo nisko samoloty hitlerowskie, które do nacierających Polaków strzelały jak do przysłowiowych kaczek. Kompania Kazimierza Mackiewicza przed walką liczyła 150 żołnierzy, a po bitwie stan kompanii wynosił 12 żołnierzy. W bitwie na bagnety Polacy wzięli do niewoli 30 Niemców, lecz nie mieli możliwości ich eskortowania na zaplecze frontu z powodu dużych strat osobowych. Jeńców zabrała 33. dywizja Armii Czerwonej. Z powodu rany w głowie dwa tygodnie po bitwie przeleżał w polowym szpitalu. W grudniu 1943r. został przewieziony w okolice Przebraża, gdzie znajdowały się Ośrodki Koncentracji i Szkolenia 1. Armii WP i tam przydzielono go do 2. batalionu 3. Dywizji Piechoty im. Romualda Traugutta. Przebraże było dużą wsią, jednocześnie polską kolonią na północny wschód od Łucka. broniąca się przed wielokrotnymi atakami band UPA w okresie od lipca 1943r. do stycznia 1944r. tj. do wejścia Armii Czerwonej (polski bastion – przypis R.W.). Dowódcą polskiej samoobrony Przebraża był Cybulski, stryjek późniejszego aktora Zbigniewa Cybulskiego (około połowy lipca 1943r. na Wołyniu doszło do licznych okrutnych mordów ludności polskiej przez OUN-UPA, czyli ukraińskich nacjonalistów, w których zginęło ok. 60-70 tys. Polaków – przypis R.W.). Doskonale pamięta, jak żołnierze tej dywizji próbowali nieść pomoc powstańcom warszawskim. W nocy z 15 na 16 września 1. batalion, którego dowódcą był kpt. Baranowski, z rejonu Saskiej Kępy przedostał się na lewy brzeg Wisły w rejon Czerniakowa i wdarł się około jednego kilometra w głąb tej części miasta. Żołnierze polscy ponosili olbrzymie straty, gdyż brak było wspomagania ze strony artylerii rosyjskiej, a cała akcja była niezbyt dobrze przygotowana z uwagi na pośpiech i brak koordynacji z powstańcami. Brak wsparcia artyleryjskiego wynikał z cichego porozumienia Rosjan z Niemcami, gdyż Stalin nie chciał, aby stolica Polski wyzwolona została przez Polaków. Gen. Berling decyzję pójścia z pomocą powstańcom podjął bez formalnego uzgodnienia z dowódcą I Frontu Białoruskiego marszałkiem Rokossowskim i wbrew wytycznym Stalina. Był to jeden z powodów późniejszego odsunięcia gen. Berlinga z dowodzenia 1. Armią W.P. Pierwszy batalion został nieomal w całości wybity, gdyż z ok. 500 żołnierzy ocalało tylko 7. Następnej nocy ich 2 batalion próbował dostać się na drugi brzeg Wisły. Ponieważ na moście Niemcy usadowili stanowisko z karabinem maszynowym, ostrzeliwując przeprawiające się pontony i łodzie, Polacy zlikwidowali to stanowisko ogniowe (z uwagi na niski stan wody w Wiśle nie można było użyć cięższych promów dla przeprawy czołgów i armat dla wzmocnienia desantu i odparcia sił niemieckich dążących do likwidacji przyczółku – przypis R.W.). Wisłę przepływał na pontonie, który został przedziurawiony pociskiem i na drugi brzeg dostał się dzięki temu, że umiał pływać. Gdy znalazł się na lewym brzegu Wisły, zobaczył przerażający widok, powstańców i żołnierzy, którzy szli im na pomoc. Zostali oni powieszeni za nogi przy płocie. Z uwagi na ostrzał ukrył się w pobliskiej kamienicy, gdzie znajdowali się ranni powstańcy. Jeden z nich – jak później się dowiedział Kaczyński lub Kaczorowski – jęczał, czym ściągnął uwagę znajdującego się na zewnątrz Niemca, który chciał zlikwidować powstańców – dobijając ich (lewy brzeg Wisły w rejonie Powiśla Czerniakowskiego próbowało opanować zgrupowanie ppłk. „Radosława”, gdzie w oddziale dyspozycyjnym „A” lekarzem był dr. Jerzy Kaczyński ps. „Bogdan”. Nie można jednak jednoznacznie stwierdzić, że to on został uratowany przez Kazimierza Mackiewicza – przyp. R.W.). Zaczaił się i bryłą gruzu zabił wchodzącego do pomieszczenia hitlerowca. Zdobył jego pistolet MP-i. Później podczołgał się pod grupę hitlerowców kopiących po zębach powieszonych na metalowym płocie i razem z innymi żołnierzami zlikwidował 7-osobową grupę Niemców odpowiedzialnych za powieszenie za nogi żołnierzy i powstańców. Część z powieszonych już nie żyła, udało mu się uratować sześciu żołnierzy z jego dywizji i sześciu powstańców. Niemcy nie chcieli dopuścić do wychodzenia powstańców kanałami dobiegającymi do Wisły, dlatego też zamocowali pod pokrywami studni kanalizacyjnych kraty uniemożliwiające wydostanie się z kanałów. On i jego koledzy wyłamywali te kraty i powstańcy – zwłaszcza ranni i chorzy – mogli się wydostawać na lewy brzeg Wisły. Żołnierze – w tym on – przez następne noce łodziami przerzucali powstańców na prawy brzeg w rejon Saskiej Kępy. Niektórzy z nich zostali wcieleni do naszego Ludowego Wojska Polskiego, część z nich NKWD po przesłuchaniach zesłało na Sybir. Ponad tydzień walczono o przyczółki, lecz siły polskie z powodu dużych strat nie mogły ich utrzymać (poległo z jego dywizji 1276 żołnierzy, o czym przypomina Pomnik 3. Dywizji Piechoty im. Romualda Traugutta usytuowany na Czerniakowie obok Pomnika Sapera – przypis R.W.). Przez kilka miesięcy stali, jak cała 1. Armia Wojska Polskiego przed Wisłą. Dopiero zimowa ofensywa pozwoliła im 17 stycznia 1945r. wejść do zniszczonej Warszawy. Całe miasto było w gruzach i wyglądało na umarłe. Kolejnym etapem walk jego dywizji była Bydgoszcz i jej okolice przez nich oczyszczana z niewielkich oddziałów niemieckich już po wkroczeniu oddziałów 9. korpusu pancernego gen. mjr. Wiedieniewa. Podczas toczonych wcześniej walk do niewoli Rosjan dostał się jego późniejszy kolega Józef Malinowski, którego zmuszono do wstąpienia do armii niemieckiej. Chcąc się zrehabilitować, wstąpił do pułku, w którym służył Mackiewicz i uczestniczył w dalszych jego walkach. Te były bardzo ciężkie boje, szczególnie na Wale Pomorskim. Był wtedy dowódcą jednej z drużyn w łączności. Któregoś dnia, wycofując się ze swoją drużyną, musieli schronić się do poniemieckiego bunkra, podprowadzając do niego swoją linię łączności. Hitlerowcy otoczyli bunkier i za wszelką cenę chcieli ich z stamtąd wykurzyć. Do obrony przed ich atakami posuszyły im granaty znalezione w bunkrze. Udało się im połączyć telefonicznie z polskim oddziałem, prosząc o ostrzał artyleryjski na bunkier. Ponieważ Niemcy chcieli za wszelką cenę odbić bunkier i z tego powodu znaleźli się w jego pobliżu, to pod wpływem ostrzału wielu z nich zginęło, a sam bunkier dokonał półobrotu. Uczestniczył w zdobyciu twierdzy Kołobrzeg. Jego dywizja od strony wschodniej wdzierała się do ufortyfikowanego miasta. Podczas walk w miejscowości Ryderyce – po wyjściu na rozpoznanie – wpadł w ręce niemieckiego zwiadu. Wsadzono mu śmierdzącą szmatę do ust i doprowadzono do pozycji niemieckich. Chcieli go przesłuchać, a ponieważ nie znał niemieckiego, wezwali tłumacza, który okazał się Ślązakiem. Przyjechał na motorze i rozpoczął tłumaczenie od uderzenia Mackiewicza ręką z pistoletem w nos. Ten upadł na stojącego w pobliżu Niemca, który chciał go przesłuchiwać, i wytrącił mu pistolet. Następnie błyskawicznie złapał go w rękę i strzelił do tłumacza, później do Niemca, zabijając obu. Szybko założył płaszcz wojskowy niemieckiego majora i jego raportówkę, a po wyjściu z budynku wsiadł na stojący przy nim motocykl i gnał na nim do swoich. Gdy Niemcy się zorientowali, zaczęli krzyczeć halt! halt!, a później strzelać. Przewrócił się z motorem, ale było to już blisko polskich pozycji. W raportówce, którą zabrał ze sobą, znajdowały się mapy i plany bardzo przydatne Polakom w tym czasie. Pamięta ustawianie słupów granicznych nad Odrą. 3. Dywizja Piechoty szlak bojowy zakończyła w nieopodal Berlina w Brandenburgii, biorąc udział w oblężeniu stolicy Niemiec. W końcu maja jednostki jej wracały do kraju. Tu na pograniczu Polski w rzeszowskim i lubelskim dywizja starała zapewnić spokój, likwidując działające tam bandy UPA. Stali w Lubyczy Królewskiej, w okolicach której partyzantka ukraińska była silna. Aby zlikwidować jej zaplecze, wywozili Ukraińców początkowo do Związku Sowieckiego, a później na ziemie zachodnie odzyskane przez Polskę. W wojsku służył do 12 czerwca 1946 roku. Odchodził ze służby czynnej w stopniu plutonowego. Po demobilizacji pan Kazimierz udał się na poszukiwanie swojej rodziny do Szczecina, gdzie na dworcu bronił polskich repatriantów ze wschodu przed Niemcami, którzy ich atakowali, a kolejarze nie byli w stanie zaprowadzić porządku. Stamtąd udał się do Białej Podlaskiej, gdzie w końcu znalazł rodzinę. W pobliskim majątku po Radziwiłłach zapoznał Antoninę Zając – swoją przyszłą żonę, którą poślubił 12 stycznia 1947 roku. Z nią ma czworo dzieci – dwie córki i dwóch synów. W 1953r. ukończył Technikum Weterynaryjne w Bydgoszczy i zaczął pracować w Osjakowie pow. Wieluń, gdzie kierował lecznicą weterynaryjną. Później na własną prośbę przeniósł do Ostrówka. Po operacji i wyjęciu czubka bagnetu z głowy (1972r.) otrzymał rentę. W 1975r. pan Mackiewicz przeniósł się do Łasku, nabywając z ogłoszenia prasowego dom na ul. Żeromskiego. Mieszkał w nim do śmierci. Wspominając swoje życie, uważa, że chroniła jego Matka Boska poprzez szczególny list, który nosił przy sobie przez całą wojnę. Miał wiele szczęścia i z licznych opresji – gdy śmierć zaglądała mu w oczy – wyszedł cało. Nadano mu stopień porucznika i liczne odznaczenia kombatanckie. Wśród nich: srebrny medal „Na Polu Chwały” (1946), brązowy medal „Za Lenino” (1946), medal „Za Zwycięstwo nad Niemcami 1941-1945 (1946), medal „Za Oswobodzenie Warszawy” (1946), medal „Za wzięcie Berlina” (1946), medal „Zwycięstwa i Wolności” (1947), medal „Za Odrę, Nysę i Bałtyk (1951), medal „Za Warszawę” (1951), „Warszawski Krzyż Powstańczy” (1983), „Krzyż Zesłańców Sybiru” (2004) oraz liczne podziękowania w związku z jego udziałem w zwycięstwie nad Rzeszą Niemiecką.

    wspomnienia opracował

    Ryszard Wróbel

    Kazimierz Mackiewiczgrób

    Udostępnij